This entry was posted on sobota, Grudzień 10th, 2011 at 14:57 and is filed under Bez kategorii. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Asocjacje
Coraz częściej spotykam się z sytuacjami, w których kiedy dowiaduję się jak na imię własnemu maluchowi dali jego rodzice zbiera mi się na śmiech. A to najbardziej bajtowa reakcja. Czasami bywa również, iż chce mi się płakać, bywam zrezygnowany, zażenowany, po prostu nie mogę tego pojąć. O smaku się ponoć nie sprzecza, to co ma prawo nie podobać się mnie, inni mają prawo uważać za ideał – i odwrotnie. Sęk jednak w tym, iż jestem zdania, iż niektóre imiona tak głęboko wbite są w naszych umysłach, tak zgodnie się nam z czymś lub kimś jawią, że sporym ryzykiem jest nazywanie tak swoich dzieci, które dodatkowo posiadają nasze nazwisko. Spotkałem się np. z maluchem o imieniu Adolf, i wcale nie był Niemcem. W swoim życiu dostąpiłem okazji uścisnąć rękę Albinowi, który ani trochę nie posiadał śnieżnobiałej skóry a także Alfonsowi, który notabene zarabiał na życie udzielając się w gazecie – i nie była to podpucha. W życiu politycznym naszego kraju głośno pokazują się także ludzie o ciekawie brzmiących imionach Maria – jest przecież Pan Rokita oraz nowy prezydent Komorowski – czy wam również coś tu nie pasuje? Jeżeli rozchodzi się o płeć piękną, moja koleżanka nazywa się Genowefa i nawet nie pytajcie czy ma na nazwisko Pigwa. Jest także Sonia, która kojarzy mi się z malutkim, niegroźnym gryzoniem, którego umieszcza się w terrarium, no i Żaklina, której imię z trudem przechodzi mi przez aparat dźwiękowy. Myślę, że im dłużej i intensywniej rodzice główkują nad imionami dla swoich maluchów, tym gorsze są tego efekty.
Leave a Reply

